Dziennik Zachodni o wyprawie

Syberyjska przygoda

Bardziej niż niedźwiedzi boją się komarów i meszek

Tekst
Aldona Minorczyk-Cichy
Zdjęcie
Andrzej Grygiel
Publikacja
Dziennik Zachodni nr 188 –

Ta dzika, surowa kraina od wieków fascynowała podróżników. Nic dziwnego, że ciągle znajdują się śmiałkowie, którzy chętnie się z nią zmagają.

Krystian Pietruszka i Jarek Smoleń studjują geografię na Uniwersytecie Śląskim. Pasjonują się przyrodą i fotografią. W tym roku postanowili wyruszyć na Syberię

To największe zielone tereny świata. W Europie nie można już znależć takiej nieskażonej cywilizacją dziczy. Samotne zmagania z przyrodą, poleganie tylko na własnych siłach – to nas pociąga i powoduje, że niebacząc na niebezpieczeństwa zapragneliśmy zwiedzić te odludne tereny – mówi Krystian Pietruszka.

Młodzi męszczyźni postanowili podróżować koleją transsyberyjską. Podróż z Moskwy do Irkucka trwa prawie pięć dni. W tym największym Syberyjskim mieście odwiedzą Nadbajkalski Instytut Limnologiczny, czyli stację naukową zajmującą się badaniem najgłębszego jeziora świata i jego okolic. Kilka dni spędzą nad Bajkałem – zwanym „perłą Syberii”, potem ruszą do źródeł Leny. Drogę powrotną do jeziora będą chcieli pokonać kajakiem.

będziemy przedzierać się przez tajgę. Tam jest pełno dzikich zwierząt: niedźwiedzi brunatnych, soboli, rosomaków, piżmowców, a także tygrysów syberyjskich. Nie ich się jednak obawiamy. Najgroźniejsze dla człowieka w leśnych ostępach są komary i meszki. To prawdziwe utrapienie. Trzeba się odpowiednio zabezpieczyć. Meszki latają głównie w dzień. Potrafią wciskać się za koszulę, w nogawki spodni i za rękawy. Po ugryzienu powstają czerwone, swędzące przez kilka dni plamki. Mamy nadzieję na miejscu zaopatrzyć się w specyfiki do ich odstraszania. Liczymy na to, że tamtejsze mikstury będą skuteczniejsze od tych, które można kupić w Polsce – mówi Jarek Smoleń.

Podróżnicy zamierzają dotrzeć do miejsc związanych z polskimi naukowcami: Benedyktem Dybowskim, Janem Czerskim i Aleksandrem Czekanowskim.

Po upadku powstania styczniowego, w 1864 roku, na Syberię przywieziono polskich zesłańców, a wśród nich wybitnych naukowców. Należał do nich Benedykt Dybowski i jego pomocnik Wiktor Godlewski. Został zmuszony do osiedlenia się w niewielkiej wsi Kułtuk nad Bajakałem. Z kolei inny zesłaniec Jan Czerski poświęcił się całkowicie geologii i geografii wschodniej Syberii. Jego imieniem nazwano najwyższy masyw górski tej krainy – Góry Czerskiego.

Planujemy zdobyć Pik Czerskiego. Liczymy na życzliwość mieszkańców Syberii. Wśród nich pewnie spotkamy potomków polskich zesłańców. Mieszkańcy Syberii są bardzo życzliwi i otwarci. Tyle że do rozmów z nimi trzeba mieć bardzo silną głowę. Rzadko odbywa się bez sporej dawki alkoholu – opowiada Krystian Pietruszka.

Studenci na wyprawę przeznaczyli po 2 tys. . To niby niewiele, ale nie dla nich. Większość pieniędzy to koszty podróży. Będą mieszkali w namiocie. Liczą na to, że będą się żywić tym, co znajdą w lesie lub złowią w jeziorze. Syberyjska natura o tej porze roku na szczęście jest hojna. Pogoda podobna jest do naszej. W dzień temperatury sięgają 20 ℃.

Artykuł w Dzienniku Zachodnim ukazał się w sierpniu, czyli w pełni naszej podróży.
Ryc. 1. Artykuł w Dzienniku Zachodnim