Przez Woodstock nad Bajkał (sierpień–wrzesień )
Dedykuję Pietii
- Tekst
- Krystian Pietruszka
- Opublikowany
- Podziękowania
- Dzięki, wszystkim których spotkaliśmy na swojej drodze oraz za wsparcie wyprawy dla studia Foto-Pasek, redakcji Dziennika Zachodniego i Pulsu Zagłębia.
Podróż na wschód rozpoczęliśmy na Przystanku Woodstock. Oblicze tego festiwalu rockowego zostało już wielokrotnie wypaczone w mediach. Nie będę tu niczego prostował, powiem tylko, że gdybyśmy byli dla siebie, na co dzień, tacy jak na Przystanku – bylibyśmy lepszymi ludźmi. Obrazek, który utkwił mi najbardziej w pamięci, to morze ludzi aż po sam horyzont i uczucie podniosłej atmosfery, której nie sposób opisać, a dla której byłbym gotów przyjechać tu z najodleglejszego zakątka świata. Niesamowita atmosfera tego festiwalu (ryc. 1; 2; 3) oznaczała dla nas początek… wielkiej przygody.
Podróże trampingowe powinny być spontaniczne. W naszym przypadku przybrało to formę skrajną. Podczas wyprawy na wschód razem z kompanem podróży wiedzieliśmy, że jedziemy gdzieś na Syberię, a może wylądujemy w Mongolii. Daty powrotu też bliżej nie sprecyzowaliśmy, ograniczeni jedynie przez skromne fundusze, a może tylko przez naszą wyobraźnię – przecież tylko od niej zależy jak wykorzystamy nasze środki. Ale czym tak naprawdę nasza podróż wyróżniła się spośród wielu innych tego typu wypraw? Otóż mieliśmy możliwość poznać wspaniałego człowieka!
Nad brzegiem Bajkału podszedł do nas mężczyzna prowadzący stary rower, zaproponował, że popłyniemy z nim na Wybrzeże Kurkuły. Na początku nastawieni z dystansem, jednak na wieść o tym, że właśnie poznany Pietia pływa rybacką łodzią z żaglem, byliśmy gotowi uznać to spotkanie za jakąś opatrzność. Wkrótce okazało się, że Pietia jest rybakiem-kompozytorem. Skomponował kilkanaście utworów na akordeon, są oficjalnie zatwierdzone przez Związek Kompozytorów Burjacji – czy coś podobnego. Śpiewa niewyraźnie, rdzenni Rosjanie mają problem ze zrozumieniem słów piosenek. Akordeon też jest specyficzny, nie można go nastroić, przynajmniej tak twierdzą inni grajkowie, którzy próbowali na nim coś zagrać. Ale któż może zrozumieć romantycznego artystę, który mówi, że gdy siedzi samotnie na brzegu Bajkału przy ognisku i gra na akordeonie, bajkalska nerpa (foka) podpływa kilkanaście metrów od brzegu i słucha jego pieśni.
Płyniemy łodzią (ryc. 4), jedyną rybacką łajbą z żaglem na północnym Bajkale, a może i na całym „morzu”, jak go zwą tubylcy. Żagiel, morze, akordeon…
Fale na Bajkale przy największych sztormach osiągają pięć metrów wysokości, nasz sztorm miał cztery, czyli tyle ile drewniana łódź którą płyniemy. Podczas sztormu miałem śmierć w oczach, obiecałem sobie, że przedostatni raz płynę z Pietią – przecież próbujemy dostać się na wyspę, potem trzeba dopłynąć do brzegu. Myliłem się, następnego dnia wyszło słońce i pływaliśmy jeszcze kilka tygodni.
Takaja żizn – takie życie na Syberii, aby przeżyć, trzeba żyć w zgodzie z naturą. Każdego dnia Pietia odkrywa coś nowego, pokazuje kolejną cząstkę natury, która pozwala przetrwać tu na Syberii. W tajdze, z powodu suszy w tym roku nie obrodziły porzeczki, jednak można znaleźć czagę, tajemniczą narośl na pniach brzóz. Czaga jest rodzajem leczniczego grzyba o nazwie błyskoporek podkorowy (Inonotus obliquus), dawniej włóknouszek ukośny. Jarek, z którym przyjechałem nad Bajkał, wspina się po pionowym pniu, kilka metrów nad ziemią nasz przyjaciel wypatrzył niepozorną narośl. Wieczorem ognisko na brzegu jeziora, herbata zaparzona z czagą i pieśń o rybaku znad Bajkału.
Czego się tu jeszcze nauczę?
Kilka razy do roku Pietia siada na mrowisku, co ma dobrze działać na reumatyzm i inne dolegliwości. Nie korzystam – fotografuję (ryc. 5). W tym momencie wszystko zrozumiałem, Pietia jest, sześćdziesięcioośmioletnim facetem, który czuje, że tak naprawdę wciąż ma dwadzieścia lat. Nie od dziś wiadomo, że Syberia konserwuje i to nie tylko szkielety mamutów.
Wspaniały człowiek, choć oczywiście nie bez wad, lubi wypić – dużo – ale jak wyglądałby prawdziwy Rosjanin, który nie pije wódki, zresztą Polak też. Za czasów swojej młodości jednym haustem wypijał stakana (kieliszek) o pojemności naszej tzw. „musztardówy”, czyli ok. 200 g. Nie wiedzieć czemu, Pietia wszystko przelicza na gramy, nawet rzeczy niezwiązane z wódką. Dla mnie jest bajkalskim erudytą, wiele podróżował po Rosji, Ukrainie, wiedział na co wydawać pieniądze. Dziś ich nie ma wiele, ale Bajkał go wyżywi. Kiedy zmarła żona wrócił do rodzimej wioski, aby wieść żywot rybaka (ryc. 6).
Napisałem tu tyle o tym człowieku, ale gdy go poznałem, miałem go momentami dość. Niezmiernie
gadatliwy, gdy go ignorowałem sprawdzał pytaniem: Poniał?
(Czy zrozumiałem –
czy go słucham?). Po półgodzinnym monologu nie słuchałem. Jednak raz w rozmowie z Pietią
stwierdziłem, że tyle ile się nauczyłem tu nad Bajkałem nie nauczyłem się za całą
szkołę – i coś w tym jest!
Kompan podróży: Jarek, musiał wcześniej wrócić do Polski – zostałem sam z Pietią. Wtedy pewnego dnia w wiosce Bajkalskoje, spotkałem Szymona z dziewczyną – marynarz z Kartuz na Kaszubach – chyba najtwardszy facet jakiego w życiu poznałem. Piękną Karolinę wysłał pociągiem do domu w Polsce, by w kilka dni później maszerować w rozlatujących się butach – prawie bez – w zimowych warunkach na Górę Czerskiego. Dodać należy, że towarzyszyła nam również Łajka (pies). Strzegła nas tak dzielnie, że trafiliśmy tylko na ślady niedźwiedzia. W chwili głodu upolowała dziką kaczkę (ryc. 7) z której jedliśmy najlepszy rosół na świecie. Jednak powyżej górnej granicy lasu, naszym psem typowo tajgowym, trzeba się było zaopiekować. W tajdze była w swoim żywiole, a tu wśród skał bezbronna, zmarznięta, cała mokra od śniegu – tak jak my (ryc. 8)! Pokonani przez żywioł zadecydowaliśmy o powrocie nad brzeg Bajkału, gdzie czekała na nas gorąca kąpiel.
Temperatura wody w Bajkale latem oscyluje ok. 10℃ z tego
względu kąpiel nie należy do najprzyjemniejszych. Jednak nad brzegami Bajkału występują
gorące źródła o temperaturze kilkudziesięciu stopni w których kąpiel
to już prawdziwa bajka zwłaszcza, gdy temperatura powietrza spadnie poniżej zera. Pławiąc się
w stawie pełnym ciepłej wody, pod rozgwieżdżonym niebem, o pędzącej gdzieś daleko cywilizacji
przypominają nam tylko przelatujące od czasu do
czasu sztuczne satelity, które: […] nic nie potrzebują, przelatują i programy
nadają
– Lech Wałęsa.

Komentarze / Comments
jadwiga
SUPER NAPISANE, CZYTALAM Z OTWARTYMI USTAMI ;) MIALAM WRAZENIE ZE SIE TAM Z WAMI ZNAJDUJE, WYPRAWA EKSTRA ;))) MAM NADZIEJE ZE MI TEZ BEDZIE DANE TAM BYC :]
Dodaj / Add